IMPS

Dorastali w dwóch zupełnie odmiennych środowiskach muzycznych. Jeden z nich zachwycał się produkcjami Front 242 i Kraftwerk, kiedy następował wybuch muzyki elektronicznej na początku lat 90-tych. Drugi był zafascynowany grą na instrumentach klasycznych. Pracował nawet, jako nauczyciel gry na skrzypcach. Ciężko dziś jest mówić o muzyce klubowej nie wspominając o produkcjach tego duo na tak cenionych labelach jak Cocoon, Traum czy Wagon Repair.

Mowa o Minilogue, czyli duecie – Marcus Henriksson i Sebastian Mullaert, ale tym razem w nieco innej oprawie muzycznej niż do tej pory mieliśmy okazję ich poznać. IMPS to projekt, który powstał na skutek współpracy Minilogue z dwoma muzykami z Australii – Philipem Rexem i Ianem Chaplinem (Decoy). To własnie w studio Decoy w Melbourne zostało zorganizowane nagranie albumu ‘Bring Out The Imps’ podczas dwutygodniowej sesji improwizacyjnej.

Efekt? Prawie godzina nagrywanych na żywo dźwięków żywych instrumentów wraz z elektronicznym szaleństwem osiągnięte przy współpracy czterech otwartych umysłów i masy sprzętu studyjnego. Saksofon, skrzypce, gitary, pianino, bębny i perkusja… wszystko to w solidnej aranżacji, świetnie skomponowane z elektronicznym brzmieniem syntezatorów.
Z pewnością pomysłów Szwedom nie brakuje. IMPS zapraszają do odsłuchu krążka nastrojowym i powoli przetaczającym się ‘Second Track’. Na płycie prezentowane są przeróżne gatunki muzyczne. Sporo tu inspiracji jazzem i funkiem, a to właśnie za sprawą dwójki Australijczyków. Minilogue zdaje się twierdzić, że świat nie kręci się tylko wokół klubowych hitów, chociaż znalazły tu się także utwory o tech-houseowym brzmieniu jak ‘Uncle Limps (Turkish Version)’i ‘Almost Live But Definitely Plugged’, które z pewnością mogłyby zostać wplecione w niejednego seta. Oba te kawałki zostały wydane wcześniej w 12 calowej wersji nakładem japońskiego labelu Mule Electronic, który wyrabia sobie w Europie coraz lepszą markę i uznanie.
Jednym z utworów zasługujących na szczególną uwagę jest ‘Heaven and Bagpipes’, którym zostałem dosłownie zahipnotyzowany. Kiedy usłyszałem świergot ptaków na na tle ambientowych tonów pomyślałem w pierwszej chwili, że to tylko „minutowy przerywnik”. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy na tle pogodnego poranka po dwóch minutach pojawiają się stłumione tribalowe bębny z perkusją, tworzące połamany rytm pod wyszarpywane tony. Aż nie mogę doczekać się, kiedy usłyszę remix japońskiego producenta Kuniyuki Takahashi do tego utworu, który ma ukazać się wyłącznie w winylowej wersji. Jako, że płyta miała oddawać klimat nagrania na żywo, nie zabrakło tu także solowych partii saksofonowych (‘Bubble and Squeak’) i gitarowych (‘Lost In Rostanga’). Krążek domyka natomiast spokojny i relaksujący ‘Jonty’s Way’.

Kompozycji 11 utworów słucha się jednym tchem. Muszę powiedzieć, że jak na dwa tygodnie pracy w studio IMPS stworzyli bardzo ciekawy materiał, do którego na pewno nie raz jeszcze wrócę w momentach znudzenia komputerowymi minimalami. Duet z Malmö pokazał natomiast jak wszechstronnymi są artystami i nie bez powodu ich produkcje klubowe trafiają na najlepsze labele.