Renaissance presents

Pierwszym aspektem jest płyta ‘Club’, która pokazuje Tomiie’go w roli DJ-a, dodatkowo ukazując nam jego aktualny styl, jaki prezentuje w swoich liveset’ach. Pomieszanie stricte house’owych brzmień z elektryczną domieszką w skrócie charakteryzuje ten krążek. Początkowo jesteśmy odrobinę uśpieni lekkimi produkcjami (‘Polysquasher’, ‘Viper Vapour’), które płyną nie przeszkadzając w niczym. W zasadzie produkcje, które wywarły na mnie największe wrażenie zaczęły się dopiero od połowy płyty. Począwszy od kwaśnego ‘Wicked Line’ (Martin’a Eyerer’a), idąc przez świetny ‘Big One’ Electrochemie (który jest moim faworytem na płycie klubowej), a kończąc na optymistycznym ‘Restore’ Jim’a Rivers’a.
Doskonale znana przez nas producerska strona Satoshi’ego Tomii’ego wychodzi w CD2 – ‘Studio’. Utwory, które stanowiły trzon niejednej kompilacji czy liveset’u, zostają tutaj odświeżone, bo wszystkie produkcje znajdujące się na studyjnym dysku zostały wyedytowane na potrzeby „3D”. Zaczyna się znów dość leniwie, ale w momencie wejścia trzeciego utworu, czyli ‘Lover’ Chab’a, lenistwo owe odchodzi na drugi plan. Zaczyna się progresywne szaleństwo, czyli to, w czym Satoshi radzi sobie najlepiej. Wiele wokali, atmosfera mocnych, momentami mrocznych brzmień, wykręcone ‘dziury’, to wszystko znajdziemy na drugim krążku. Jak dobrze jest przypomnieć sobie wszystkie te produkcje, np. ‘Hungry’, który zawładnął mną już w 2002 roku przy okazji ‘NuBreed 006’ (Global Underground).
‘Home’ pokazuje, że nie samym tańcem i szaleństwem człowiek żyje. Pokazuje również ulubione kawałki Japończyka, z których czerpał inspiracje. Totalna odskocznia od całości, tego właśnie Tomiie słucha w domu. Wiele lekkich, subtelnych utworów śmietanki muzycznej sceny – Miles Davis, Dexter Wansel, James Brown, Lonnie Liston Smith. Wszystkie te nazwiska (i więcej!) stworzyły świetny, bardzo kulturalny finisz dla całości.

Poznaliśmy więc trzy wymiary Satoshi’ego Tomii’ego, bardzo różniące się. Możemy już domyślić się dlaczego to właśnie on został wybrańcem rozpoczęcia serii „3D”. Pierwsza płyta (‘Club’) od połowy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Tyle, ile oczekiwałem dostałem od ‘Studio’, choć jedyną wadą jest brak nowości. ‘Home’ jest jakby zaglądnięciem do pokoju Japończyka, dlatego trzeba trochę inaczej potraktować tę płytę – na mnie zadziałała. Udany start nowej serii, a panowie z Renaissance dokonali trafnego wyboru!